Dlaczego czasami polecam nieśmiałemu dziecku… zajęcia w grupie?
Czy zajęcia indywidualne są naprawdę lepsze?
To pytanie wraca do mnie dość często.
Rodzic dzwoni i mówi:
„Chciałabym zapisać córkę na angielski, ale najlepiej na zajęcia indywidualne.
Ona jest bardzo nieśmiała i boję się, że w grupie nie będzie chciała mówić”.
Rozumiem takie myślenie. Jeśli dziecko nie czuje się pewnie,
naturalne wydaje się stworzenie mu jak najbardziej komfortowych warunków. Jedna
osoba, spokojna rozmowa z lektorem, nikt nie słucha, nikt nie ocenia. Wydaje
się, że tak będzie łatwiej.
Tylko że czasami właśnie tutaj pojawia się pewien paradoks.
Zajęcia indywidualne mogą być dla nieśmiałego dziecka
bezpieczniejsze, ale niekoniecznie przygotują je do sytuacji, których
najbardziej się obawia.
Wyobraźmy sobie taką sytuację
Dziecko przez cały rok przychodzi na lekcje indywidualne. Z
czasem zaczyna coraz swobodniej rozmawiać z lektorem. Zna jego sposób pracy,
wie, czego się spodziewać, czuje się bezpiecznie.
I to jest oczywiście bardzo dobry efekt.
Ale później w szkole nauczyciel pyta je o coś przy całej
klasie.
I nagle wraca stres.
Bo na lekcjach języka dziecko ćwiczyło przede wszystkim
rozmowę z jednym dorosłym. Nie miało okazji przyzwyczaić się do tego, że
ktoś jeszcze słucha jego wypowiedzi, że kolega może powiedzieć coś innego, że
można się pomylić przy innych i nic złego się wtedy nie dzieje.
A przecież właśnie tego chcemy dziecko nauczyć.
Nie tylko znajomości słówek i gramatyki, ale swobodnego
używania języka w obecności innych ludzi.
Dlatego nie zawsze rekomenduję zajęcia indywidualne
I mówię to jako właścicielka szkoły językowej, której
przecież łatwiej byłoby sprzedać lekcje 1:1.
Ale naprawdę uważam, że nie ma sensu proponować rodzicowi
droższego rozwiązania tylko dlatego, że jest droższe i bardziej indywidualne.
Najpierw trzeba zastanowić się, czego dziecko potrzebuje.
Zdarza się, że rodzic wybiera zajęcia indywidualne, ponieważ
dziecko miało wcześniej kiepskie doświadczenia w grupie. Może grupa była zbyt
liczna. Może dzieci były na bardzo różnym poziomie. Może lektor nie miał
cierpliwości do bardziej wycofanych uczniów. A może dziecko po prostu czuło, że
sobie nie radzi.
Wtedy rodzic często dochodzi do wniosku:
„Grupa nie jest dla mojego dziecka. Spróbujmy
indywidualnie”.
Tymczasem problemem niekoniecznie była sama grupa.
Być może problemem była ta konkretna grupa i sposób
prowadzenia zajęć.
Dobra mała grupa wygląda zupełnie inaczej
W naszej szkole grupy są kameralne — najczęściej do 4 osób.
To dla mnie bardzo ważne, bo mała grupa daje możliwość
połączenia dwóch rzeczy, które w nauce języka są niezwykle potrzebne:
bezpieczeństwa i kontaktu z innymi.
Lektor ma czas dla każdego ucznia. Wie, kto potrzebuje
chwili, żeby się odezwać. Nie musi wywoływać dziecka do odpowiedzi przy całej
klasie i stawiać go w sytuacji, która jest dla niego zbyt trudna.
Można stopniowo zachęcać do mówienia.
Najpierw krócej.
Potem trochę dłużej.
Najpierw w parze.
Później w całej grupie.
I z czasem dziecko zaczyna zauważać coś bardzo ważnego:
„Właściwie nic się nie stało, kiedy pomyliłam się przy
innych”.
To doświadczenie jest niezwykle potrzebne.
Nieśmiałość nie znika dlatego, że usuniemy z otoczenia
wszystkie sytuacje, które wywołują stres. Czasem potrzebujemy raczej bezpiecznie
i stopniowo oswajać właśnie te sytuacje.
Język to nie jest tylko wiedza
To chyba najważniejsza rzecz, którą chciałabym powiedzieć
rodzicom.
Jeśli uczymy dziecko tabliczki mnożenia, możemy sprawdzić,
czy zna wynik.
Jeśli przygotowujemy je do egzaminu, możemy ćwiczyć
konkretne typy zadań.
Ale język jest trochę inny.
Oczywiście potrzebujemy słownictwa, gramatyki i wiedzy. Ale
na końcu i tak chodzi o to, żeby użyć tego wszystkiego w kontakcie z drugim
człowiekiem.
Dlatego nie wystarczy nauczyć dziecko mówić po angielsku do
lektora.
Jeżeli chcemy, żeby potrafiło porozmawiać z kolegą,
odpowiedzieć nauczycielowi w szkole, odezwać się podczas wyjazdu czy zamówić
coś w restauracji, musi mieć okazję ćwiczyć język w różnych sytuacjach i z
różnymi osobami.
I właśnie dlatego uważam, że kameralna grupa jest często
bardzo dobrym miejscem do nauki komunikacji.
Czy więc zajęcia indywidualne są złym wyborem?
Absolutnie nie.
Są sytuacje, w których 1:1 jest świetnym rozwiązaniem.
Kiedy dziecko ma duże zaległości i potrzebuje nadrobić
konkretny materiał. Kiedy przygotowuje się do egzaminu. Kiedy potrzebuje bardzo
indywidualnego tempa pracy. Albo kiedy z jakiegoś powodu właśnie taka forma
nauki jest dla niego najlepsza.
Nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich.
Dlatego zamiast pytać:
„Czy zajęcia indywidualne są lepsze?”
zapytałabym:
„Lepsze do czego?”
Bo jeśli potrzebujemy intensywnej, bardzo indywidualnej
pracy — być może tak.
Ale jeśli chcemy, żeby dziecko nauczyło się swobodnie
komunikować z innymi, to inni ludzie nie są przeszkodą w nauce.
Są jej częścią.
I właśnie dlatego, kiedy rodzic mówi mi: „Moje dziecko jest
nieśmiałe, może lepiej zajęcia indywidualne?”, czasami odpowiadam:
„Porozmawiajmy najpierw o małej grupie. Być może to
właśnie ona da córce to, czego najbardziej potrzebuje — bezpieczne miejsce,
żeby krok po kroku nauczyć się mówić przy innych”.
Bo moim zdaniem dobra nauka języka nie polega na tym, żeby
stworzyć dziecku warunki, w których nigdy nie czuje stresu.
Chodzi raczej o to, żeby miało warunki, w których może stopniowo
nabierać odwagi.
📍 Ten wpis został przygotowany przez Szkołę Językową Dookoła Świata w Suchym Lesie – w miejscu, w którym nauka języka jest przyjemna, skuteczna i dopasowana do Ciebie.
Jeśli chcesz rozpocząć naukę w atmosferze wsparcia i motywacji – napisz do nas!
www.dookolaswiata.edu.pl
motywacja do nauki języków . skuteczna nauka języka obcego . nauka języków z przyjemnością . szkoła językowa Poznań Suchy Las . kurs językowy dla dorosłych . nauka angielskiego Poznań Suchy Las . kurs niemieckiego Poznań Suchy Las . jak znaleźć motywację do nauki języka . przełamanie bariery językowej . nauka języków obcych online

Komentarze
Prześlij komentarz